O autorze
Joanna Schmidt, ekonomistka, menedżer, ekspert ds. edukacji, lat 37, matka trójki dzieci.

W latach 2001-2007 zdobywałam doświadczenie jako menedżer. Odpowiadałam m.in. za rozwój firmy na rynkach 26 krajów europejskich. Od roku 2008 jestem czynnie związana z rynkiem edukacyjnym. Do 1 października 2015 r. pełniłam funkcję Kanclerza jednej z najstarszych uczelni niepublicznych w Wielkopolsce – Collegium Da Vinci (dawniej Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu). Odpowiadałam za rozwój uczelni, współpracę międzynarodową oraz zarządzanie przeszło 600 osobowym zespołem pracowników i współpracowników.

Hobby: narciarstwo alpejskie, bieganie, gra na akordeonie. Z zamiłowaniem kibicuję swoim dzieciom na turniejach tenisowych. W życiu kieruję się sprawdzoną zasadą, że pełne zaangażowanie i uczciwość w działaniu determinują sukces!

Aptekarze do apteki! Robotnicy do fabryk! Pisarze do piór!

W pracy poselskiej bardzo często spotykam się z projektami ustaw, które pod płaszczykiem troski o dobro społeczne służą ograniczaniu wolności gospodarczej. Przykładem jest nowelizacja ustawy prawo farmaceutyczne, zawierającej zasadę "apteka dla aptekarza".

W uzasadnieniu do ustawy czytamy, że "farmaceuta, jako osoba wykonująca medyczny zawód zaufania publicznego, prowadzi aptekę nie tylko w celu osiągania zysków, ale także, aby realizować swe obowiązki zawodowe". Niestety rywalizując z sieciami aptek oferujących tanie leki, nie może wykonywać swojego powołania, gdyż swą energię poświęca działalności rynkowej.

Projekt budzi duże kontrowersje również w "obozie władzy", który wbrew głosom swojego posła-sprawozdawcy skierował go do pracy w komisji. Co się tam będzie działo, dowiemy się za kilka dni podczas kolejnego posiedzenia Sejmu.

Nowelizacja została skrytykowana przez Forum Obywatelskiego Rozwoju, którego główne konkluzje pozwolę sobie przytoczyć:

"Proponowane przez posłów PiS nowe, restrykcyjne regulacje dotyczące zakładania nowych aptek ograniczą wzrost i inwestycje - gospodarka potrzebuje mniej regulacji i więcej inwestycji,

Zezwolenia na prowadzenie nowej apteki ogólnodostępnej miałyby nie być wydawane w gminach o mniej niż 3000 ludności na 1 aptekę, miejscach o odległości mniejszej niż 1 km od najbliższej apteki i osobom innym niż farmaceuci z prawem wykonywania zawodu. Już pierwsze kryterium spowodowałoby, że w żadnym mieście wojewódzkim nie mogłaby powstać nowa apteka.

Zaostrzanie regulacji aptek idzie wbrew europejskiemu trendowi liberalizacji. W ostatnich latach 17 krajów zliberalizowało przepisy dotyczące zakładania nowych aptek, a tylko 4 je zaostrzyły.

Już obecnie apteki w Polsce są przeregulowane, na czym cierpią pacjenci. Sztywne ceny leków refundowanych uniemożliwiają konkurencję ich poziomem cen.

Proponowane regulacje w długim okresie doprowadzą do ograniczenia produktywności aptek i wyższych marż aptecznych.

Z perspektywy pacjentów proponowane regulacje w długim okresie doprowadzą do wyższych cen i niższego standardu usług.

Poza tym, zabetonowanie rynku aptek sprawi, że apteki indywidualne i małe sieci nigdy nie urosną. Spadnie też ich wartość przez ograniczenie potencjalnych nabywców do farmaceutów z prawem wykonywania zawodu. Apteki indywidualne będą też miały problem ze zmianą lokalizacji – każde przeniesienie apteki, nawet do sąsiedniego lokalu, może się okazać niemożliwe z uwagi na brak lokalizacji spełniających kryteria populacji i geograficzne.

Trybunał Konstytucyjny zakwestionował już zasadę „apteka dla aptekarza” w 1992 roku, więc proponowana nowelizacja prawa farmaceutycznego jest niekonstytucyjna".
(FOR analiza, "Apteka dla aptekarza sprzeczna z interesem pacjentów i Konstytucją", 28 listopada 2016 r.)

Reasumując, z nowelizacji ustawy wynika, że aptekę będzie mógł prowadzić wyłącznie farmaceuta, który będzie właścicielem maksymalnie czterech placówek, a jedna apteka będzie przypadać na 3 tys. osób. Pomiędzy poszczególnymi punktami miałaby być zachowana odległość co najmniej 500 metrów. Dzisiaj takie ograniczenia nie funkcjonują.

Jest dla mnie trudno zrozumiałe wprowadzanie tych ograniczeń. Jeżeli apteki mają być prowadzone tylko przez aptekarzy, to restauracje powinny być zarządzane przez kucharzy, a szpitale i placówki medyczne przez lekarzy. Tak się jednak nie dzieje. Można być dobrym menadżerem bez wykształcenia kierunkowego. Chodzi o zarządzanie, o jakość obsługi klienta, konkurencyjne ceny i dbanie o dostępność produktów (w tym przypadku leków). Odwracając postawioną w ustawie tezę: czy kompetencje do prowadzenia takiej działalności mają osoby z wykształceniem medycznym?

Przeregulowane państwo nie działa.
Trwa ładowanie komentarzy...