O autorze
Joanna Schmidt, ekonomistka, menedżer, ekspert ds. edukacji, lat 37, matka trójki dzieci.

W latach 2001-2007 zdobywałam doświadczenie jako menedżer. Odpowiadałam m.in. za rozwój firmy na rynkach 26 krajów europejskich. Od roku 2008 jestem czynnie związana z rynkiem edukacyjnym. Do 1 października 2015 r. pełniłam funkcję Kanclerza jednej z najstarszych uczelni niepublicznych w Wielkopolsce – Collegium Da Vinci (dawniej Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu). Odpowiadałam za rozwój uczelni, współpracę międzynarodową oraz zarządzanie przeszło 600 osobowym zespołem pracowników i współpracowników.

Hobby: narciarstwo alpejskie, bieganie, gra na akordeonie. Z zamiłowaniem kibicuję swoim dzieciom na turniejach tenisowych. W życiu kieruję się sprawdzoną zasadą, że pełne zaangażowanie i uczciwość w działaniu determinują sukces!

JAK SKOŃCZY SIĘ EKSPERYMENT?

W 1971 roku prof. Philip Zimbardo przeprowadził eksperyment przydzielając normalnym ludziom role więźniów i strażników więziennych. Eksperyment przerwano, bo konflikt, jaki powstał pomiędzy tymi grupami zaczął wymykać się spod kontroli. Pytanie, czy w Polsce jesteśmy w stanie przerwać inny eksperyment, przeprowadzany na całym kraju?

W ostatnim wykładzie we Wrocławiu prof. Zimbardo wskazywał też jak rodzą się dyktatury. Wszystkie zaczynają się od małych kroków takich jak ograniczenie wolności słowa, przejmowanie kontroli nad mediami, sądami, szczególnym jednowładztwem partyjnym, który zawłaszcza kolejne instytucje demokratyczne. Dalej są więzienia dla przeciwników politycznych, odwołanie wyborów i totalna władza: wojskowa, religijna lub polityczna.
Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę, że zarzucanie obecnej władzy, iż dokonuje zamachu stanu to nadużycie. To za mocne słowa, jak na to, z czym mamy obecnie do czynienia. To nie jest ten moment, by mówić o jakiejkolwiek dyktaturze. Polacy wybrali demokratycznie władze, a więc dali im mandat do rządzenia i zmieniania kraju. Dajcie im szansę porządzić, a jak będzie źle, to przecież ich wymienimy. Gdyby nie było demokracji, nie moglibyście demonstrować i koronny argument: jak Platforma łamała prawo i dokonywała czystek politycznych, to na placu Wolności w Poznaniu nie skakano, a Unia Europejska nie widziała zastrzeżeń.
I pozornie można się z tym wszystkim zgodzić. Pozornie, bo "grzechy" poprzedników nie usprawiedliwiają "grzeszenia" następców. Chociaż obecnie niektóre działania PiSu przy pewnej gimnastyce intelektualnej można próbować tłumaczyć, to nie powinno być zgody na łamanie prawa. Drugim aspektem jest duże umiłowanie Polaków do wolności. Zgodzę się z argumentem, że lepiej teraz głośniej krzyczeć, niż za rok lub dwa obudzić się w kraju, gdzie standardem będzie potulne milczenie.
Dodam, że pewnie nie byłoby takiego oburzenia, gdyby w programie wyborczym PiS zapisano takie właśnie postulaty jak: przejęcie Trybunału, przejęcie mediów, przejęcie sądów, przejęcie urzędów, przejęcie stadnin itd. Tego nie było, bo gdyby tak właśnie wyglądał program PiS, to ta partia nie wygrałaby wyborów. Fakt, że w pierwszej kolejności zabrała się za powyższe sprawy, a nie tylko obiecywane reformy, już powinien zapalać nam lampkę alarmową.
Dlatego protestujemy, dlatego Nowoczesna zbiera w całej Polsce podpisy pod petycją „Obywatele w obronie Konstytucji”, dlatego na każdym kroku staramy się budzić naszym głosem sumienia Polaków. Działamy na rzecz demokracji i w ramach demokracji. Boję się jednak, że Polacy jako naród wyjdą z tego silnego politycznego sporu bardzo okaleczeni i podzieleni. Myślę, że za parę lat to właśnie będzie dla nas dużym wyzwaniem: odbudować wzajemne zaufanie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...