O autorze
Joanna Schmidt, ekonomistka, menedżer, ekspert ds. edukacji, lat 37, matka trójki dzieci.

W latach 2001-2007 zdobywałam doświadczenie jako menedżer. Odpowiadałam m.in. za rozwój firmy na rynkach 26 krajów europejskich. Od roku 2008 jestem czynnie związana z rynkiem edukacyjnym. Do 1 października 2015 r. pełniłam funkcję Kanclerza jednej z najstarszych uczelni niepublicznych w Wielkopolsce – Collegium Da Vinci (dawniej Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu). Odpowiadałam za rozwój uczelni, współpracę międzynarodową oraz zarządzanie przeszło 600 osobowym zespołem pracowników i współpracowników.

Hobby: narciarstwo alpejskie, bieganie, gra na akordeonie. Z zamiłowaniem kibicuję swoim dzieciom na turniejach tenisowych. W życiu kieruję się sprawdzoną zasadą, że pełne zaangażowanie i uczciwość w działaniu determinują sukces!

Słowa, słowa, słowa

Język, jakim się posługujemy, ma wpływ na to jak postrzegany jest świat i jak my w tym świecie działamy. Język polski jest w dużej mierze językiem "męskim". Przez to świat, w którym żyjemy jest światem mocno zmaskulinizowanym.

Na debacie sejmowej "Język płci a praktyka społeczna", wspólnie z przedstawicielkami środowiska naukowego oraz z organizacjami pozarządowymi rozmawiałyśmy o tym, jakie ma to konsekwencje w walce o równouprawnienie i różnorodność.

Marta Mazurek, pełnomocniczka prezydenta Poznania ds. przeciwdziałania wykluczeniom nawiązała do badań podręczników dla dzieci przeprowadzonych wspólnie ze swoim zespołem, z których wynikało, że te role społeczne, które posiadają władzę, to w większości postacie męskie. Role kobiece są bardzo mało upodmiotowione. Dzieje się to nawet w podręcznikach od matematyki, gdzie ojcowie funkcjonują z imienia i nazwiska np. jako osoby, które zainwestowały na giełdzie (zadanie wymaga policzenia odsetek), a kobiety to po prostu "czyjeś mamy", które kupiły pralkę i muszą obliczyć wysokość raty do spłacenia...

Świat męski to domena władzy. Świat kobiet ogranicza się do pielęgnowania ciepła domowego ogniska. Nie mówi się matriotyzmie, tylko patriotyzmie. Nie przydziela się matronatów, tylko patronaty. Dobrym przykładem "walki o język" są chyba rewolucyjne zmiany wprowadzone w Urzędzie Miasta Poznania, gdzie w ogłoszeniach o pracę funkcjonują obie formy: "sprzątacza" i "sprzątaczki", "prasowacza" i "prasowaczki".

"Dawniej kobieta była postrzegana jako nieodłączna część swojego męża, dlatego formy typu „aptekarzowa” były czymś naturalnym. Dziś jej statusu nie wyznacza już zawód czy stanowisko współmałżonka, lecz to, co ona sama wykonuje. W związku z tym przyrostki „-owa”, „-ina /-yna” zaczynają zmieniać funkcję – przestają odnosić się do żon (chyba że dołączamy je do nazwiska), a coraz częściej tworzą nazwy profesji" - pisała w 2009 roku Katarzyna Kłosińska w artykule "Feminizm w języku polskim" (Polityka, 2009)


Uczestniczki debaty, które same się nazwały gościnami (zamiast gośćmi) zwracały uwagę, że język polski jest plastyczny, że jego różnorodne używanie może nas oswoić i ośmielić do używania innych zwrotów niż tylko te, które są przypisane mężczyznom. Słowa "żeńskie" pozwolą uobecnić się kobietom w przestrzeni publicznej.

Joanna Scheuring-Wielgus wspomniała, że gdy została radną w Toruniu, to na inauguracji otrzymała plakietkę z napisem "Radny Miasta". Nie przyjęła jej. Została jej wyrobiona nowa, a forma żeńska powróciła na sesję rady miejskiej.

Dominika Żukowska, obserwatorka nowych trendów w komunikacji i literaturze, uznała, że końcówki żeńskie warto wprowadzać również dlatego, że to "zaprasza do rozmowy". Rozmowy o społeczeństwie, w którym żyjemy.

A co z faktem, że wiele kobiet odrzuca, czasem ostentacyjnie, mówienie o sobie w formie żeńskiej? Na to zwróciła uwagę dr hab. Dorota Piontek, specjalizująca się między innymi w komunikacji politycznej - język nie służy jedynie informowaniu, ale kategoryzowaniu rzeczywistości oraz manifestowaniu swoich poglądów politycznych - nie chcę uchodzić za "lewaczkę", to nie będę używać tego dziwnego "feministycznego języka".

Tymczasem język w polityce jest językiem męskim, czerpiącym z terminologii sportowej, z walki, rywalizacji. Dzieje się tak dlatego, że kobiety zaczęły działać w polityce około 200 lat temu, a o prawa wyborcze zabiegały z początkiem XX wieku. Brakuje też wzorców kobiet funkcjonujących w przestrzeni politycznej. Jeśli którejś z pań uda się zostać zastępcą prezydenta dużego miasta, to i tak często traktowana jest jako paprotka, której kompetencje są bardzo szybko podważane.

Do kobiet w polityce można zwrócić się zdrobniale per "pani Małgosiu", do mężczyzn już nie wypada. Gdy zostałam posłanką dziennikarka (tak, kobieta) zapytała się mnie, kto zajmie się dziećmi, gdy pani będzie na Wiejskiej. Wcześniej rozmowę prowadziła z posłem, który miał piątkę dzieci. Tam takie pytanie nie padło.

Dr hab. Iwetta Adruszkiewicz zauważyła, że niestety język polski jest wyraźnie dyskryminujący kobiety. Dopóki nie nauczymy się same o niego zabiegać i go przekształcać w użyciu, żadna poważna zmiana nie nastąpi. A czasem wystarczy bardzo niewiele. W polityce jest z tym na pewno dużo trudniej, ale w biznesie te "nowinki" lingwistyczne potrafią się dużo szybciej przyjmować.

Na słowach, na języku, zbudowany jest nasz świat. Jak daleko jest nam zatem do równouprawnienia zarówno w słowach jak i czynach?

Debata "Język płci a praktyka społeczna" zorganizowana została przez Parlamentarny Zespół ds. Równości i Sprawiedliwości Społecznej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...